Kim jestem?

 

Witaj! Odpowiedź na pytanie kim jestem i czym się zajmuję (gdy nie trenuje i nie walczę o ukończenie kolejnych zawodów ;)) znajdziesz poniżej. Więcej na temat tego co można znaleźć na blogu i jak mi nie wiem kiedy minęły trzy lata startów we wpisach:  triathlon blog  i na co komu kolejny blog triathlonisty amatora. Techniczne aspekty znajdziesz w: blog sprawy techniczne. Acha… i jakbyś nie wiedział co to Triathlon to zajrzyj tutaj: Triathlon. 🙂

Jakby się ktoś jeszcze zastanawiał co właściwie zamierzam, to zapraszam tutaj: Ironman.

# Bardzo krótki wstęp…

kim jestemJestem świadomy tego, jak ważną jest ta część każdego bloga nie tylko triathlon bloga. Bez osadzenia przekazywanych treści w kontekście autora będziemy mieli tylko syntetyczny obraz jego poczynań, który z powodzeniem już na wstępie można uznać za całkowicie niepotrzebny.

Od blogów o gruntownych przemianach w życiu, walce z otyłością, nałogami, powrocie do zdrowia albo jego utracie Internet pęka w szwach – sportowcy amatorzy, ze swoimi pierwszymi maratonami i triathlonami wypełniają jak woda pozostałą przestrzeń tej części blogosfery.

W jakim tonie będzie utrzymana narracja skoro odpada ta oczywista, momentami komicznie pompatyczna o walce z samym sobą i własnymi słabościami?

Ostrzegam, może być nudno, normalnie i powszednio aż do bólu – z nikim nie będę walczył ani nikomu nic udowadniał, już nie muszę – mam plan tak jak wiele osób w życiu i chcę go zrealizować najlepiej jak potrafię. Sport był zawsze ważną częścią mojego życia i w różnych jego okresach moje zaangażowanie było mniejsze lub większe – z powodzeniem mogę jednak stwierdzić, że jest to moje drugie znaczące hobby w życiu. Ten blog jest o tym jak w codziennym kotle realizuję się poprzez swoje zainteresowania, zmierzając przy okazji do wyznaczonego celu.

# Kim Jestem

Wtręt o przemianach w życiu i walce z słabościami nie jest ironiczno-sarkastyczny, po prostu ten etap życia, przynajmniej po części mam już za sobą, a obecny nazwałbym stabilizacją i samorealizacją. Mam problem z tym, na ile osobisty powinien być ten wpis, może kiedyś zdobędę się na bardziej rozbudowaną historię – na razie musi Wam wystarczyć wersja krótka.

Niedawno skończyłem 34 lata, pracuje zawodowo praktycznie cały czas od 17 lat. Branża informatyczna jest bardzo wymagająca zwłaszcza dla samodzielnego przedsiębiorcy, więc pierwszym kryterium poważnie mnie ograniczającym jest czas. Mimo przeróżnych, czasem skomplikowanych technik planowania ciągle jest go za mało! Staram się jak mogę najlepiej wychowywać dwóch chłopców (7 i 14 lat) i gdyby nie stałe i niezastąpione wsparcie najwspanialszej kobiety na świecie nie byłoby teraz o czym pisać.

Informatyka to nie tylko mój zawód, to moja pasja. Robić w pracy to co się lubi to naprawdę duże szczęście. Staram się kształcić i poszerzać swoje horyzonty nieustannie, na każdej płaszczyźnie, która mnie interesuje – cały czas też szukam i odkrywam coś nowego dla siebie i bliskich.

Dużo czytam i oglądam – książka i film są dla mnie ważną częścią życia. Nie pamiętam, abym się przez ostatnie 10 lat nudził choć godzinę.

# Teraz trochę po „amerykańsku”

Byłem w wielu dziwnych punktach zwrotnych w swoim życiu, ważyłem 115KG, paliłem po 40 papierosów dziennie, piłem hektolitry piwa – pracowałem kilka lat w wysoce toksycznym środowisku (nie mam tu na myśli odpadów radioaktywnych) i kilka toksycznych związków mam też za sobą – obiecałem już paru znajomym napisać książkę na ten temat. Zainteresowanych pikantnymi szczegółami muszę jednak rozczarować – przyjdzie na ten debiut jeszcze trochę poczekać. W skali SRRS kilka razy przyszło mi zaznaczać wydarzenia z „góry” listy – nie narzekam, nie użalam się nad sobą – tak kształtuje się mój charakter i mam nadzieje, że chorobą psychiczną się to nie skończy 😉

# Baza

Nigdy zawodowo lub wyczynowo nie uprawiałem żadnej dyscypliny. Jedyny epizod „klubowy” w moim życiu to dwa lata w trampkarzach Garbarni – bez większych sukcesów (albo młodzików?). Na tyle rozwinęło mnie to motorycznie, że gra rekreacyjna w piłkę nożną była dla mnie główną aktywnością ruchową przez całe życie. W różnych okresach było tego mniej lub więcej. Zdarzyło się, że grałem trzy razy w tygodniu po 90 minut, bywało też że przez dwa lata nie robiłem nic …

Pływać nauczyłem się bardzo wcześnie, jeszcze w szkole podstawowej i na tym koniec. Zawsze brakowało mi dyscypliny i determinacji, aby regularnie chodzić na basen. Jedyny poważny sukces to złota odznaka KSOS, ale taką otrzymywał każdy dzieciak, który nie utopił się w trakcie zajęć. W dzieciństwie nie brakowało okazji do pływania na wodach otwartych, stąd może we mnie nieodparta chęć przepłynięcia na drugie brzeg za każdym razem jak widzę jakieś jeziorko. Kiedyś były karty pływackie i „żółte czepki” – wyrabiałem wszystkie możliwe tego typu papiery przy okazji wakacyjnych wyjazdów.

Rower dostałem na „komunię” więc doświadczenia mi nie brakuje 😉 Tak na poważnie, to w dorosłym życiu zacząłem turystycznie i rekreacyjnie jeździć na nowo 5 lat temu. Zakupiłem low cost MTB i nabijałem KM podczas mniej lub bardziej wymagających weekendowych wycieczek. Rower szosowy od czasów wspomnianej uroczystości pozostawał dla mnie w sferze marzeń (dostałem „niby” BMXa), które zrealizowałem dopiero niecały rok temu.

Bieganie. Odkąd pamiętam próbowałem regularnie biegać. Tyle razy się do tego przymierzałem i po jakimś czasie rezygnowałem. Sam już nie wiem czy mam dzięki temu jakieś doświadczenie czy nie? W każdym razie zdarzyło mi się biegać wokół Krakowski Błon samotnie! Co dzisiaj jest nie realne nawet w nocy …

Rozpoczęcie regularnych treningów we wszystkich trzech dyscyplinach jednocześnie szybko zweryfikowało poważne braki nie tylko w kondycji, ale przede wszystkim w technice.

Dla podsumowania zacytuję mojego niedoszłego trenera pływania po pierwszej (i ostatniej u niego) lekcji doskonalenia pływania:

„zawodnika to już z pana nie będzie…”