Nowy JA

Na niedzielnej zakładce (tak dokładnie pod jej koniec, kiedy to zaliczyłem piękną i klasyczną ściankę na 7km biegania) coś we mnie pękło (psychicznie nie fizycznie) … nie może tak być dalej, szkoda mojego czasu, pracy, zdrowia – wszystko idzie za przeproszeniem w cholerę przez nienormalne bezsensowne odżywianie (nie ma co nadużywać słowa dieta w stosunku do tego co aktualnie robię).

Ta zabawa (triathlon) to spora inwestycja, to jest m. in. czas (nie tylko mój), bilety wstępu na basen, nowy/zużyty sprzęt czy choćby zwykłe odżywki (żele, iso) na dni startowe. Hektolitry przelanego potu, ból, przewlekłe zmęczenie (bardzo często trzeba się zmusić, żeby zrobić trening – dosłownie zmusić). Można się w sumie zastanowić po co ponosić tak duże koszty, kiedy tak naprawdę nie ma szans na pozytywny efekt bo walka jest z góry przegrana na progu kuchni …

Drugi rok startów i minimalny progres … wiem, że treningów mniej i stres większy więc można się cieszyć, a nie smucić. Wiem też, że połowa z tych treningów była bez sensu, cały wysiłek idzie na marne kiedy człowiek zalewa się litrami gazowanych, słodzonych wynalazków, białka czerpie głównie z paczki kabanosów (i to grubo po 20:00), a największy sukces dietetyczny miesiąca to zastąpienie worka czipsów dziennie orzeszkami, smażonymi i solonymi rzecz jasna.

Ostatni miesiąc spędziłem praktycznie non stop w trasie (zrobiłem ponad 3 tyś km – to nie błąd!), w moim menu dnia na dobre zagościły hot-dogi i zapiekanki ze stacji benzynowych, nienormowana ilość kaw, podejrzane dania obiadowe z przydrożnych barów (zjedzone szybko i w dodatku w nadmiernej ilości …). Nie wiem dlaczego akurat wczoraj, ale uświadomiłem sobie jak dużą krzywdę wyrządzam swojemu organizmowi, jak marnuje ten kapitał który zbudowałem z trudem przez ostatnie dwa lata. Zresztą, co tu daleko szukać, do maratonu cudem zrzuciłem 5kg a dwa miesiące później, znów jestem w punkcie wyjścia a nawet gorzej, bo teraz przybrałem więcej tłuszczu, a na treningu „niechcący” spaliłem trochę mięśni (widać białko z mielonego mięcha to za mało). Dramat.

Tak źle nie czułem się już od bardzo dawna, zmęczenie, znużenie – fatalne samopoczucie, problemy z zasypianiem – to ma wszystko wspólny mianownik. Jak to jest, że trenuje 5/6 razy w tygodniu dla zdrowia, a zdrowszy się nie czuje? Prosta odpowiedź, nie trudno znaleźć winnego – toksyny + zmęczenia (błędne koło) … tak zatrutego organizmu nie miałem chyba od czasu kiedy piłem piwo i paliłem papierosy. Rok ciągłej pracy (na palcach jednej ręki mogę policzyć wolne dni i tak weekendy też były pracujące – wszystkie – chyba, że akurat startowałem) i jazdy po całej Polsce kosztowały mnie sporo zdrowia, a zjedzonego badziewia i wypitej kawy serce i wątroba chyba nigdy mi już nie wybaczą…

Do startu w Gdyni zostały praktycznie tylko kilkanaście dni, żadne gwałtowne ruchy i eksperymenty nie są teraz wskazane ale stwierdziłem, że to nie pierwszy i nie ostatni start w moim życiu, a działać muszę już teraz, dzisiaj bez wyznaczania kolejnych dat na przełom – po prostu natychmiast. Będzie kolejny ½ IM i może kiedyś cały IM. W tym roku jeszcze jedna Olimpijka i kilka biegów, może nawet półmaraton – jest o co powalczyć.

Postawiłem na Herbalife, na odżywki, program stabilizacji wagi – oraz rady i wsparcie dietetyka który jest z nimi związany. Cena odżywek do niskich nie należy (można w sumie powiedzieć że kosi z nóg równo), ale gdy zsumowałem ile wydaje na junk food miesięcznie to się przeraziłem. Dalej tak być nie może, tyle zmieniłem przez ostatnie trzy lata w swoim życiu, że ten ostatni bastion „dziadostwa” musi upaść, a ten upadek zaczyna się tu i teraz. Nie wiem na ile sam Herbalife okaże się skuteczny, a na ile dałem się „uwieść” marketingowi, ale generalnie zdarzało mi się znacznie głupiej wydawać pieniądze więc się nie załamie psychicznie jak nie zamienię się w Ronaldo. Dam im szanse na 2-3 miesiące. Wiąże się to z ścisłym nadzorem dietetyka/trenera (głównie na tym mi zależy, jakoś zaufałem człowiekowi ;)), a już sama zmiana nawyków żywieniowych i dieta ułożona pod koktajle powinna szybko przynieść efekt, więc nawet jeśli odżywki szoku nie zrobią, to i tak pójdę do przodu.

Bez zbędnych i pompatycznych ściem, koniec z tym syfem, muszę ewoluować na wyższy poziom. Bez zdrowego jedzenia i dbania o prawidłowe odżywianie organizmu dalszy trening na takich obciążeniach nie ma sensu. Połówka IM to już nie przelewki, to nie ma być jednorazowa akcja, tylko etap na drodze do dalszego rozwoju, który sam sobie aktualnie blokuje.

Trenuje po to żeby czuć się lepiej, być zdrowszym i sprawniejszym, robienie czegoś co stoi w całkowitej sprzeczności z zasadami zdrowego żywienia kilka minut po ciężkim treningu jest nie poważne i mam ogromną nadzieje, że wreszcie zrozumiałem to na tyle, aby z tym skończyć.

Zbliżam się do daty, która uważam za przełomową w swoim życiu, pora zrobić kolejny krok aby uczynić ją jeszcze bardziej wyjątkową!

Jedziemy, nie dajemy się – Myfitnesspal.com znów w akcji.