Przegląd tygodnia #?

#Pierwszy sensowny trening szosowy w roku

Nareszcie dorwałem się do szosy! Pierwszy tegoroczny objazd podkrakowskich miejscowości w poszukiwaniu nowego asfaltu i konkretnej pętli do następnych treningów można uznać za bardzo udany! Triban po lifcie (roboczo nazwany almost iron edition) daje radę, usztywnił się bardzo i jedzie się znacznie lepiej – jak tylko zakończę proces udoskonalania maszyny to nie omieszkam się pochwalić na blogu co i jak udało się pozmieniać 🙂

Samo obycie z rowerem też już procentuje, po jednym sezonie człowiek nie przejmuje się już tym czy się „wypnie” czy nie zdąży, przełożenia opanowane na tyle, że pewne rzeczy dzieją się automatycznie. Jednym słowem „doświadczenie” daje większą radość z jazdy.

Pokręciłem ponad 60KM w tempie rozpoznawczym, doskonałej pętli nie znalazłem ale od zeszłego roku sporo zmian – doszły odcinki z nowiutkim asfaltem w bardzo mało obciążonych ruchem samochodowym miejscach. Znajdę jeszcze jedną alternatywę (żeby nie paść z nudów) i będzie można skupić się na zwiększaniu tempa i założeniach treningowych.

full_stat

#Czegoś mi tu brakuje …

Szczególnie dziś nie szalałem ale faktów ukryć się nie da – o ile trening biegowy na pewno przełożył się na wytrzymałość (mam wrażenie że po płaskim w  znośnym tempie mógłbym jechać bez końca) to weryfikacja sielankowego nastroju nastąpiła na pierwszym konkretnym podjeździe. Stwierdzam całkowity brak siły – gdyby nie amatorski „trzeci talerz” na mojej korbie to rowerek poleciał by w krzaki a ja z płaczem do domu, myślałem, że się dojadę całkowicie … Zaraz po podjeździe problem znika, mogę dawać dalej … Tyle, że na Frydmanie płaskich odcinków jest może z 3KM na 40KM trasy … oj będzie bolało … Na profil trasy w Gdyni nie patrzę bo się jeszcze boję 😉

#Pływamy, biegamy …

W tym tygodniu potrzebowałem jakiegoś ekstra motywatora, długo nie byłem w wodzie, maraton mnie trochę przytłoczył i cały czas mnie coś blokowało przed pójściem na pływalnie – przełamałem się po kiepskim dniu w pracy – wyszukałem najbliższy basen w okolicy i ogień. Zrobiłem time trial na 1900m (albo raczej czy dam radę jeszcze tyle przepłynąć trial) i może wynik nie szokuje to morale 300% w górę – pływanie jest w moim zasięgu! Inwestycja w poprawę techniki kosztem klepania kolejnych długości nie poszła na marne, jest znaczący progres. Mimo dwutygodniowej przerwy od pływania utrzymuje się na jakimś w miarę rozsądnym poziomie i przy dobrze przemyślanym treningu pewnie tak zostanie do Gdyni. Myślę nawet o zastąpieniu jednego z pływackich treningów w tygodni rowerowym, może jeszcze nie teraz ale zaraz po Frydmanie.

#Biegamy

Bieganie po maratonie to bardzo dziwna sprawa, wypad na 6KM wydaje się tak krótki, że ciężko sobie przetłumaczyć jego sens. Niestety od przebiegnięcia maratonu Kenijczykiem nie zostałem – trening na poziomie 10KM wybiegania stanowi nadal wyzwanie, mniejsze ale stanowi. Jestem po nim zmęczony, choć nie forsuje tempa (w przeciwieństwie do zeszłego roku, w tym postawiłem na bazę tlenową – nasz szybkość przyjdzie jeszcze kiedyś czas – albo tylko sobie tak tłumaczę swoją aktualną powolność ) każdy KM powyżej piątego wymaga sporego zaangażowania – chyba jeszcze się nie ogarnąłem po starcie z przed dwóch tygodni …

#W następnym odcinku:

Plan objętości na przyszły tydzień, nie rozpisuję się co do konkretnych jednostek bo to jeszcze nie mój poziom …

new_week

Leave a Reply

%d bloggers like this: