„Gorczańska Wyrypa” trening na trasie biegu.

„Gorczańska Wyrypa” to I etap imprezy jaką jest Etapowa Triada w formacie Ultra. 17 km 1800m przewyższenia. Brzmi jak fajny trening i możliwość sprawdzenia wszystkich nowych gadżetów oraz zorientowania się w terenie który pamiętam co najwyżej z szkolnych wycieczek. Ciągnie mnie jednak ostatnio bardzo do lasu więc zorganizowałem się pomimo kilku logistycznych trudności jakie powoduje trasa z startem i metą w innych lokalizacjach. Na zorganizowanym starcie nie ma tematu. Jadnak gdy działamy w pojedynkę sprawy trzeba planować inaczej.

Logistyka

Do Krościenka z Krakowa w przeróżnych wariantach drogi wychodzi podobnie ok 2h 30m, aby przejechać szybciej trzeba mieć trochę szczęścia, ja nie miałem. Korki, remonty, itp. zeszło. Plan był następujący, jadę do Krościenka, czyli na metę tego etapu, tam zostawiam samochód na parkingu (ten na przeciwko kościoła jest a) duży b) płatny) i rowerem jadę do Grywałdu (6 km, nie jest to dużo jednak ruchliwą i remontowaną jezdnią). Rower zapiąłem do poręczy na pierwszym lepszym parkingu w okolicy startu z zamiarem zgarnięcia go do samochodu w drodze powrotnej.

Wyposażenie

Nie szczególnie wiedziałem czego się spodziewać po tym bieganiu więc kalkulacje czasu w jakim zamierzam ukończyć były dość przesadzone. Na tej podstawie obliczyłem ile zabrać ze sobą picia i jedzenia (dystans na tyle krótki, że opierałem się tylko na żelach).

Wyszło tego wszystkiego 2 litry płynu z czego 0,5l Izo, 0,5l odżywki Endurance Marathon Trec i litr z haczykiem czystej wody do bukłaka na plecach.

Była to moja pierwsza dłuższa przygoda z bukłakiem i tego typu kamizelką z bidonami więc całość chlupała i wkurzała mnie nie miłosiernie, gdyż live haki jak „nie chlupać” przyszły dopiero z lekturą poradnika „Jak Biegać Ultra i więcej” kogoś tam. Pewnie miałem jeszcze źle zamontowaną rurkę i milion innych rzeczy ale już wiem co i jak – polecam wcześniej wypróbować taki sprzęt bo jest to specyficzne uczucie. Kamizelka się nie rusza na plecach ale dobrze dobrana dość ciasno opina klatkę i nie wszystkim to pasuje. Dobrać właściwy rozmiar przy pierwszym podejściu to chyba Mission impossible więc sam postanowiłem zacząć od tańszego modelu z outletu aby zobaczyć jak to chodzi. Padło no Salomon Adv Skin 5 co oznacza 5 litrowy bagażnik z miejscem na 1,5l bukłak (dokupiłem osobno), kilka siatkowanych kieszeni z przodu o dwa półlitrowe bidony (w komplecie, miękkie, co też jest dla mnie nowością) i w zasadzie koniec filozofii. System sznureczków daje możliwość dopasowania i dociśnięcia całości do ciała tak aby mieć komfort biegu. Zmieści się kilka żeli, baton, smartfon i cienka kurtka przeciwdeszczowa, one day party.

Jedyne buty jakie mam na stanie do biegów przełajowych to cudem zakupione Salomony Speed Crossy GTX rev. 4 – cudem bo 2023 to już 6 wersja tego buta, która zupełnie mi nie podchodzi a stabilizacja która dawała mi 4k-a na GPK przez kilka sezonów była i jest dla mnie fenomenem. Genialny but, więc jak tylko trafiłem parę w Outlecie brałem bez zastanowienia. Jednak ta trasa (na której znalazło się sporo kamieni i trochę asfaltu ujawniła pewne mankamenty tego buta których nie doświadczyłem wcześniej, twardość czubka i podeszwy po jakimś czasie może boleć, bardzo).

Z zupełnie nowego sprzętu który pojawił się na tej wycieczce, to lekka kurtka przeciwdeszczowa / przeciwwiatrowa z kapturem. Błyskawicznej zmiany pogody doświadczyłem zanim zdążyłem nacisnąć start w zegarku zaraz po tym jak zapiałem rower zaczeło padać, idealnie. Sprawdziłem patent na który wpadłem sam i nie eko końca wiedziałem czy się sprawdzi, kurtkę dobrałem na tyle duża aby zmieścić się do niej razem z kamizelką, co raz oszczędza czas na zakładaniu ubieraniu, dwa zabezpiecza również plecak przed zmoknięciem.

Trasa biegu i jej oznaczenia

Grywałd – Skrzyżowanie pod Lubaniem – okrążenie wokół masywu Lubania – Wieża Lubań – Marszałek –  Krościenko n/D – całość oznakowanymi szlakami, początek zielonym, mała pętla żółtym (przy okazji jest tam zlokalizowany punkt z wodą) i druga cześć trasy czerwonym, który stanowi cześć GSB (Głównego Szlaku Beskidzkiego, którego temat jeszcze zamierzam pogłębić).

Obietnica tego ostrego podejścia na początku zostaje bardzo szybko spełniona i choć początek nieśmiało asfaltem zmierza pod górkę to zaraz gdy zmienia się nawierzchnia zaczyna się bardzo zróżnicowane nachylenie i może nie są to jakieś wielkie wartości to na imprezie docelowej będę walczył tutaj ze sobą bardzo mocno aby zacząć bardzo, ale to bardzo wolno i choć początek, aż do samej szczytówki Lubania jest w moim zasięgu do przebiegnięcia to nie zamierzam tego robić. Szczytówka jest już dość stroma i po kamieniach, w dodatku dwa razy, bo po obejściu masywu żółtym szlakiem podchodzi (podbiega) się go jeszcze raz czerwonym i tam jest już zdecydowanie nieprzyjemnie dla nowicjuszy.

Jest to na pewno dobra rozgrzewka przed schodami wieży widokowej gdzie znajduje się punkt kontrolny do zaliczenia, nie jedyny na całej trasie imprezy ULTRA, drugi wyższy jest na szczycie Radziejowej.

Całość trasy daje zasmakować każdego terenu i jak na dość krótki etap jest wymagająca, szczególnie gdy zaczyna się już zbieg z Lubania który przechodzi dość niespodziewanie w krótki podbieg na jego „drugi” szczyt i studzi głowę które zaczyna myśleć, że już po wszystkim i teraz będzie tylko wesoły zbieg na dół. Wesoły nie będzie, szczególnie na końcowych kilometrach gdzie robi się dość stromo (cały czas mówię w kategoriach osoby która zaczyna przygodę z biegami górskimi). Dodatkowym męczącym akcentem na końcówce jest asfalt, który ubija palce i czwórki na niespełna 2 km odcinku bez litości. Tak, że bardzo fajnie ale nie ma co lekceważyć tej trasy bo może i będzie boleć.